niedziela, 29 grudnia 2019

Czas do lamusa...

Dawno , dawno  w odległej galaktyce....

28 luty 2011 ...wow...pierwszy post na  blogu Pozytywnie zakręconej ...pamiętam jak nieśmiało go pisałam...z czasem treści się zmieniały i  zmieniało sie moje życie .

9 lat...te ostatnie dwa już z doskoku...powoli w swoim nieśpiesznym rytmie blog odchodzi do lamusa ....kawałek mojej można by rzec historii...wzruszenie mnie ogarnęło...łezka  w oku zakręciła...
 Ta historia zasługuje na zakończenie... to jest dobry moment ...symbolicznie wraz  z końcem roku .

Dziękuje wszystkim którzy byli częścią tej mojej historii pisanej , czasem dźwiękowej i obrazkowej :)

Dziękuję przede wszystkim  : Fibuli i Soni  , jesteście kochane  , zapadłyście mi głęboko w serce dziewczyny ....a także Juli K oraz Emmie Ernst , jak dobrze że jesteście ....

DZIĘKUJĘ za wspólne impresje  w ciepłym wełenkowym klimacie,  za wspólne śpiewanie ptasiej piosenki i ten błysk flesza w głowie gdy myśli rozrzucone poskładały się natchnione w całość....i wyskoczyły na powierzchnię pozytywnie zakręcone ....to był dobrze spędzony czas wraz z Wami ...



 " Coś się kończy, coś się zaczyna.".....
 



By Nowy Rok 2020 obfitował we wszelką pomyślność, ludzką życzliwość i pozytywna energię....
abyśmy pielęgnowali w sobie piękne uczucia które często gubimy w   szarej rzeczywistości ...
Miłości i wiary które uskrzydlają i góry przenoszą...
Wewnętrznego spokoju i pogodnych myśli...
tego sobie i wszystkim życzę...






Do zobaczenia  w innej Galaktyce....






niedziela, 21 lipca 2019

Zmiany...

Mój znajomy często powtarza " Nie ma nic tak pewnego jak zmiany"...ha, trudno sie nie zgodzić .
I u mnie zmiany...zmiany... czasem nie nadążam...no powiedzmy dość często :) 
Nieraz zdarza mi się " w pogoni za rozumem " plątać po domu ..
podejrzewam że to reakcja obronna :))) 
Wszak wiadomo że Misie o bardzo małym rozumku są najszczęśliwsze. 
Misiowe Mamy też :)
Forrest Gump też ;) 
Zakręcona jestem...wiadomo  to nie od dziś... tym razem jednak jak " ruski siennik " hi,hi...cokolwiek to znaczy...nie wnikam lepiej...chodzi za mną to powiedzenie ...nie wiem gdzie je usłyszałam ...a może to był termos ? 

Pozdrawiam ciepło 


wtorek, 12 lutego 2019

Przemyślenia rodzica...

„Jest taki klasyczny eksperyment z 1973 roku, powtarzany potem wiele razy bo naukowcy nie mogli uwierzyć w to, co odkryli. Psychologowie z uniwersytetu Stanforda dali dwóm grupom dzieci nowe, atrakcyjne kredki. Jednym pozwolili po prostu nimi rysować, drugim obiecali nagrodę za najlepszy rysunek. Które dzieci rysowały chętniej? Nie te, przed którymi stała wizja nagrody! Sama obietnica nagrody sprawiła, że miejsce motywacji wewnętrznej zajęła motywacja zewnętrzna - nagroda odciągnęła uwagę od zadania. To wyjaśnia, dlaczego uczniowie przestają być zaciekawieni jakimś tematem po napisaniu sprawdzianu i zdobyciu oceny.”
Marzena Żylińska, Neurodydaktyka


Skąd ja to znam ? 

Powiem innymi słowy - ocenianie zabija potencjał....

Aby dać nagrodę, trzeba wybrać - ocenić...niejednokrotnie skomentować bezlitośnie, tym samym kogoś pognębić. Pokazują to dzisiejsze programy, gdzie rywalizacja i ocenianie równają się często szydzeniu .

Jakiś czas temu  , szukając przyczyn swoich ograniczeń i lęków -przypatrzyłam się swemu życiu od samiutkiego początku .  To co się miedzy innymi ukazało bardzo wyraźnie wskazywało na zabieganie o uznanie , pochwałę, aprobatę, dobrą ocenę, nagrodę ...zwał jak zwał...na jedno wychodzi. 
Natomiast gdy robiłam coś dla samej siebie , zafascynowana tematem - umysł, ciało, duch - podążało za tym bez presji ...bez lęku o rozczarowanie że mi się cos nie uda. Nie uda ? To co ? Jak mi zalezy , to spróbuje ponownie - wielkie mi coś . Znajdę sposób...bo chcę, bo frajde sprawia mi nauka, poznawanie, a nawet uczenie sie na błędach -nie mam ciśnienia, Jednak z czasem ocena została mi tak wpojona , że nawet sama przed sobą czułam presję .  A gdy pojawia sie presja...nooo tooo przechlapane. Ha...uwarunkowanie ma moc...
Ocenianie, dążenie do nagrody jakakolwiek by ona nie była... powoduje ogromne szkody w młodym człowieku i ciągnie się przez dalsze życie jak przysłowiowe "flaki" .
A tak naprawdę, po co mi zewnętrzna nagroda ? Wyróżnienie...ooo wyróżniam się ...jestem lepsza ? Lepsza w związku z czym ? W nauce ? malowaniu ? sporcie ? wyglądzie ?  itp itp itp 
Po co mam się wyróżniać ? Dla kogo  ? Dla samej siebie ? No nie ...i tu się zaczyna dziób pingwina....

Takie przemyślenia rodzica...niby wiadomo o co chodzi - a ciągle trzeba o tym pamiętać .
Teraz tym bardziej. 
Dla Okruszka...który jest już dość sporym ponad rocznym Okruchem  :) 


Mało mnie...tęsknię...jestem duchem z Wami...dziś sie materializuję aby  o tym powiedzieć :) 

Pozdrawiam serdecznie 











wtorek, 13 listopada 2018

Synchroniczność zdarzeń...

Wzywa nas przestrzeń...
Oglądaliśmy dom z przestronna działką...
...któryś z kolei ...
Tylko przy tym znaleźliśmy klucze na trawie...
Przypadek ???



ps. napisane po wpływem wymiany myśli z Sonią w poprzednich postach...




czwartek, 18 października 2018

Tao Kubusia Puchatka :)

- Powiedz, Puchatku - rzekł wreszcie Prosiaczek - co ty mówisz, jak się budzisz z samego rana?
- Mówię: „Co też dziś będzie na śniadanie" odpowiedział Puchatek. - A co ty mówisz, Prosiaczku?
- Ja mówię: „Ciekaw jestem, co się dzisiaj wydarzy ciekawego".
Puchatek skinął łebkiem w zamyśleniu.
- To na jedno wychodzi - powiedział.


Tak mi w ostatnim czasie  bliżej przemyśleniom Kubusia Puchatka :) 


A taka muzyka towarzyszy w ciągu dnia

sobota, 13 października 2018

Lekkość i motyle...takie tam...

Uwielbiam lato za lekkość w noszeniu...
za tańczące motyle...
zapach lawendy...
długie dni...
i...lekkość w noszeniu...ech...powtarzam się
...lecz wyjść o poranku w pidżamie na balkon i nie zmarznąć...bezcenne...

a teraz powoli ...na cebulkę...na cebulkę...

piątek, 9 lutego 2018

Okruszek...

Jestem...trochę spóźniona...jak to ja...
dzień zlewa się z nocą...
 nowe życie ...krok w nieznane...
 w oczach dziecka widzę cały wszechświat...

bicie serca nadaje rytm muzyce duszy... 




Kochani,już jestem a wraz ze mną  kochany Okruszek
 - nowy członek naszej rodzinki - 
nasz synek Lolo
moja nieobecnośc wiązała sie z pobytem w szpitalu ( całe 9 dni )
i domowym okresem adaptacyjnym ...ktory wciąz trwa :)))
Przesyłamy uściski i pozdrowionka :)))




piątek, 5 stycznia 2018

Z cyklu : dzisiejsza chwila...

Zadymiłam mieszkanie i dostałam czkawki...
Zamknięta w pokoju słucham :
 The Best Of Inger Marie Gundersen...
w domu przeciąg na trzy strony świata,
na czwartej ściana :) 
nadchodzi zmierzch...
jak dobrze że  w pobliżu nie ma wampirów ...



ps. od poniedziałku znikam na dwa tygodnie ( tak plus-minus ) 
...opowiem po powrocie 

sobota, 30 grudnia 2017

Nowe ...stare...Tu i teraz...



Zostawiam sobie i Wam kochani 
 idealną myśl  na podsumowanie roku :

Zasługuję na to, co najlepsze.
Dlatego zostawiam za sobą wszystko, 
co już mi nie służy i w pełni otwieram się na nowe...
otwieram się na kreowanie przyszłości 
Żyję tu i teraz ...

Niech się zadziewa

Pozdrawiam serdecznie

Marysia  

:))))


 









piątek, 22 grudnia 2017

Świąteczny czas...



 Kochani życzę Wam abyście ten świąteczny czas przeżyli  po swojemu, 
w zgodzie ze sobą, dbając o siebie  i swoje potrzeby. 
Bo tylko wtedy, gdy dobrze zadbamy o siebie samych, jesteśmy w stanie zatroszczyć się o innych...
Życzę Wam również na co dzień , nie tylko od święta - wewnętrznego uśmiechu ..
zgodnie ze słowami uzdrowiciela z Bali , który w filmie " Kochaj, jedz i módl się mówił Julii : 
" niech Twoja wątroba się uśmiecha...
połóż ręce na sercu, uśmiechaj się do serca, 
wypełnij je miłością, radością, wdzięcznością za wszystko co osiągnęłaś, 
co masz, z serca - promieniuj miłością do każdego organu, 
powoli, nie spiesz się, możesz mówić do każdego organu, 
wymieniając go i dziękując za to , co robi w Twoim ciele, 
z uśmiechem wypełnij ciało wodospadem złotego światła i mówiąc do każdej komórki 
- Kocham Cię, dziękuję Ci, że podtrzymujesz moje życie..."


piątek, 13 października 2017

Uwielbiam...



                                                                                   
Zasłuchana pocztówka z wakacji

poniedziałek, 25 września 2017

Dzisiejsza chwila...

Nabałaganiłam dziś w kuchni...znowu...
w piekarniku rośnie chleb...
odgrzewam fasolkę...
czajnik piszczy...
odpoczywam w przerwie pomiędzy...
rybki pływają w akwarium a ryby śpiewają w Ukajali ...
pachnie  w całym domu cytrynowym aromatem...
 w lawendowym kubku popijam herbatę z pokrzywy ...
Kocham bez umiaru...



piątek, 21 lipca 2017

Cud(o)wne chwile dnia codziennego...po prostu ...

Zwykło się uważać za cud chodzenie po powierzchni wody 
czy unoszenie się w powietrzu, 
ale myślę, że prawdziwym cudem jest chodzenie po ziemi. 
Każdego dnia uczestniczymy w cudzie, 
z którego nawet nie zdajemy sobie sprawy:
 niebieskie niebo, białe chmury, zielone liście, ciekawskie oczy dziecka 
– nasze własne oczy. 
Wszy­stko jest cudem.

" Cud uważności "



piątek, 16 czerwca 2017

Zmiany...


Kochani , w najbliższym czasie może mnie być mało , 
troszkę jak cień będę przemykać , 
być może tylko skrótowo zaznaczać że jednak nadal jestem . 

Zmienia się moja rzeczywistość ...
nastał czas na nowe...


piątek, 19 maja 2017

10 faktów i jeszcze coś czyli bajka o Dalii ...

 WSTĘP

Bajka będzie nie długa nie krótka ... tyle co 10 faktów...no ...chyba że wymknie się z pod kontroli i zacznie żyć własnym życiem - za ten fakt autor nie odpowiada , gdyż życie jest zbyt nieprzewidywalne


ROZDZIAŁ I



A było to tak :
Za górami , za lasami , za morzami i dolinami...
hmmm a może jednak nie tak... 
od nowa
Pewnego razu na Dzikim Zachodzie ....
stop- korekta...jeszcze raz...
Pewnego dnia na Dzikim Zachodzie zamieszkała Dalia , TAK ...tak właśnie było .
Dalia lubiła spokój, góry  i przyrodę , a dzięki znajomości z pewnym wpływowym wodzem Indian  spełniło się jej marzenie . W najbardziej pięknym i niezwykłym prezencie bez okazji , otrzymała piękne siedlisko z pięknym luksusowym wigwamem na środku pola , nieopodal pasły się piękne dzikie łaciate konie a gdzie okiem sięgnąć rozpościerała się piękna cudowna przestrzeń nieskalana żadnym dymiącym kominem .
Ten wielce hojny, szlachetny i sprawiedliwy Indianin był jednym z wodzów przewodniczących -  Federacji Zjednoczonych Plemion Indiańskich o wdzięcznej nazwie " W kupie siła - nie damy się bladym twarzom i już "  -  a jego imię brzmiało Winnetou ( w tłumaczeniu z indiańskiego -  Płonąca Woda  )
Winnetou i Dalia znali się już od dziecka, to znaczy Dalia znała Winnetou od dziecka bo dzielny Indianin który już wtedy był pełnoletnim wodzem , niestrudzenie przecierał szlaki ku zjednoczeniu swego narodu i współpracy pomiędzy narodami a dziecięca Dalia podziwiała go za jego odwagę i szlachetność. Zaczytywała się w zapiskach reporterskich Karola Maya który z pierwszej ręki relacjonował jego poczynania a także oglądała transmisje na żywo przedstawiające niezwykłe przygody wodza i jego przyjaciela o ciężkim do wymówienia przydomku  Old Shatterhand (w tłumaczeniu Grzmiąca Ręka).
Old S. - budząca respekt Grzmiąca Ręka , był białą twarzą pochodzącą z tzw. Europy, starego kontynentu gdzie mieszkały same blade twarze , no prawie same... w każdym razie zdecydowana większość bladych twarzy . Całe to zamieszanie  zaczęło się właśnie tam, za sprawą niejakiego Kolumba ,który uparł się aby odkrywać nowe ziemie. Ostatecznie zamiast dopłynąć do upragnionych  Indii - Kolumb niespodziewanie  odkrył nowy kontynent i jego czerwonoskórych mieszkańców. Cały szczęśliwy wylądował na ziemiach Indian, którzy wtedy jeszcze nie nazywali się Indianami bo przecież nie mieszkali w Indiach tylko u siebie . Prawdziwi Indianie mieszkali sobie całkiem gdzie indziej i wcale nie zwali się Indianami tylko hindusami . Ogólnie to nieco dziwna historia  i inna bajka...

A na nowy kolumbowy kontynent poczęli napływać hurtem coraz to nowi bladzi osadnicy ,którym wszędzie  było za ciasno i wciąż szukali nowych miejsc , lekceważyli przy tym sobie  fakt,  że te nowe dla nich miejsca były już przecież zamieszkane i dla rdzennych mieszkańców były bardzo stare.  Blade twarze nie znały umiaru i nie respektowały żadnych świętości, chyba ze ich własne .
Nie ma się więc co dziwić ze Indianie , potężnie już zezłoszczeni bezczelnością przybyszów - wzięli się i zjednoczyli, pokazując bez ogródek kto rządzi na ich własnym terenie ...stanęli ramię w ramię, pióropusz przy pióropuszu i przemówili jednym potężnym głosem.  W rezultacie powstała  Federacja Zjednoczonych Plemion Indiańskich o  wdzięcznej nazwie " W kupie siła - nie damy się bladym twarzom i już " , na wszelki wypadek wodzowie założyciele w swej mądrości dodali : "ani żadnym innym kolorom twarzy  i ponowne już "  , ale ze względu na zbyt długą nazwę używano jej tylko przy oficjalnych uroczystościach .
Wracając do bladych twarzy - nie da się ukryć że Dalia także takową była, nawet bardzo białą twarzą -na szczęście szlachetne  idee krzewione przez Winnetou przyniosły efekty , a jego przyjaźń z Old S. zapoczątkowała piękne relacje pomiędzy "twarzami" różnych kolorów - szczególnie biało - czerwonymi .  Relacje te opierały się oczywiście na wzajemnym szacunku i tolerancji , pokazując dla odmiany że tak też można .

 W tej sytuacji federacyjny zapis o nie dawaniu się - dotyczył jedynie  wrogich agresorów chcących zagarnąć święte ziemie Indian  . Dalia zagarniać ich nie chciała , tym bardziej że otrzymała je w pięknym prezencie , więc mogła swobodnie rozkoszować się cudownie świeżym nieskażonym powietrzem i pięknymi widokami. Trzeba przyznać ze Indianie umieli dbać o swe ziemie , przecież były święte i jako takie z szacunkiem były traktowane. Serce Dalii, radowało się na ten widok , czyste powietrze, łąki, góry , czyste rzeki i zwierzę wszelkiego rodzaju swobodnie przemieszczające się a wśród nich ich król - bizon . Dalia wiedziała że gdyby nie w porę podjęta decyzja o Zjednoczeniu  , wszystko to mogło inaczej wyglądać.  

Indianie mają pewien zwyczaj ...nie przywiązują się zbytnio do swoich imion i bardzo lubią nadawać nowe – bacznie obserwują takiego delikwenta , co lubi , czym przykuwa uwagę lub jakiego dzielnego lub mniej dzielnego czynu dokonał . I wtedy...pyk...mają go …. jest to nieco ryzykowne , bo wyobraźnię mają dość nieograniczoną . Taki na przykład „Tańczący z wilkami „ na pewno odetchnął z ulgą gdy otrzymał swe piękne imię , mógł przecież skojarzyć się z czymś innym .
Pewnego razu...Indianie jak to Indianie   - ocknęli się zaskoczeni, i stwierdzili że owa Dalia mieszkająca po sąsiedzku – nie ma prawdziwego imienia . Postanowili czym prędzej nadrobić tą gafę . Zebrali wielkie zgromadzenie , zagrali na wielkich bębnach, rozpalili wielkie ognisko przy którym w wielkim kręgu zasiadła starszyzna z wielkimi pióropuszami na głowie . Zapalili fajkę pokoju , bo Dalia była bardzo pokojowa i kiwając w pomyślunku głowami, radzili nad imieniem. Radzili i radzili i...nie mogli się zdecydować . Propozycji było wiele , wiadomo - każdy ma inne spojrzenie . Wystarczy wspomnieć kilka takowych : "Tańcząca gdzie się da" , bo okazję do tańca znajdzie wszędzie - wyczyniając przy tym istne pląsające harce  lub  "Ta co ma wiatr we włosach" bo cieniutkie i delikatne , inne niż u kobiet i mężczyzn a nawet dzieci indiańskich są ,to ciągle wiatrem rozwichrzone ma ( te włosy ) . Ten wiatr przyniósł widocznie inspirację bo zaraz zaproponowano „ Ta co ją wiatr porwać może, ho ho ” - bowiem krucha i wagowo lekkawa była , to i wiatr bardziej porywisty mógłby w dal zanieść że ho, ho .
Ostatecznie osiągnięto porozumienie i zgodnie zatwierdzono NOWE IMIĘ .
Tanecznym krokiem na środek kręgu wystąpił Wielki Szaman, z pomalowaną twarzą i grzechotką w ręku - zaintonował śpiewnym głosem :
  • Ogłaszamy wszem i wobec ( w tle bębny i grzechotka ) w całej Federacji , że ta co ją do tej pory Dalią zwano – nowe otrzymała Imię ( w tle znów odezwały się bębny i zagrzechotała grzechotka )
  • Brzmi ono...- wszelki dźwięk zanikł w jednej chwili i wszystkie uszy nastawiły się na odbiór
  • " Z głową w chmurach " - dokończył gromkim głosem - bo zdaje się czasem , zwłaszcza gdy obłoki nisko nad ziemią krążą że ku nim odlatuje , stapiając się w jedno . ..
O,O,O,O,O, ładnie – zawołali z aprobatą wszyscy zebrani uderzając dłonią o usta tak ...że wyszło głośne ŁO, ŁO, ŁO, ŁO ... łaaadnieeee...a Dalia odetchnęła z ulgą na to poetyckie skojarzenie.
Ale to jeszcze nie koniec ...po Wielkim Szamanie wystąpiła Wielka Fibula ( w tłumaczeniu Ta co ma rozrzucone myśli ) i zawołała :
  • Z głową w chmurach „ opowiedz nam teraz swoją historię .
Indianie bowiem lubowali się w wszelkiego rodzaju opowieściach, które snuli przy ognisku a nawet odtwarzali różne scenki , tańczyli i śpiewali. Najważniejsze jest to że wspólnie spędzali czas i dobrze się przy tym bawili .
Serce Dali nie przywykłe jeszcze do swego imienia choć instynktownie czuło ze jest jej bliskie - zadrżało .
  • Historię ? - zapytała , a wszystkie obecne głowy i pióropusze skierowały się w jej kierunku – ale jaką historię ?
  • Takie 10 faktów o sobie, których nie znamy ...na ten przykład może być – odpowiedziała rezolutnie Wielka Fibula i wszystkie głowy i pióropusze przytaknęły jej z uznaniem .
  • Ach tak - 10 ? - powtórzyła machinalnie Dalia... to znaczy teraz już „Z głową w chmurach „ - aż 10 ? - zdrętwiała , gdyż co jak co ale Dal...hmmm...to jest „Głowa w chmurach” z opowieściami była na bakier . Chętnie słuchała, chętnie czytała ale snucie swojej własnej opowieści ? Takiej własnej historii nieznanej można by rzec ?
Na zachętę , Indianie zaintonowali  swoje OOOOOO które wyszło jako ŁOŁOŁOŁO , zatarabanili przy tym w co się dało - w bębny małe i duże, grzechotki , w piasek pod stopami i kijaszkiem o kijaszek ...po czym wlepili swój wzrok w ...nowe źródło opowieści ( czyli wiadomo kogo )
 
  • No dobrze...postaram się tak w skrócie ( jak mi się uda ) aby  was nie znużyć, bo wszyscy przecież czekamy na te tańce i skakańce co po opowieści mają się zacząć  - Dalia podwójnego imienia , a może i potrójnego ( kto by tam liczył ) położyła dłonie na biodrach i zatańczyła wesołoooo -  Co jak co - zawołała -  ale tańce uwielbiam ( 1 )  to już wiecie ale wam jeszcze powiem   ...kołysać się i podrygiwać w takt muzyki, tak swobodnie na luzie i śpiewać też . Kiedy byłam dziecięciem  - usłyszałam arię operową - byłam tak nią oczarowana i  zachwycona  że od tej pory zaczęłam wydobywać z siebie  z wielkim upodobaniem podobne dźwięki ( tak na marginesie, myślę że razem z niejaką Florence  stworzyłybyśmy piękny duet  )  . Do znudzenia słuchałam  Habanery z Carmen i Chóru niewolników z opery Nabucco . Swoja własną , niepowtarzalną technikę śpiewu szlifowałam  na blokowej klatce schodowej , gdzie echo niosło az miło - lamuuur....lamuuurrrr  i oooohoooohooo . A i dziś gdy jestem w  radosnym nastroju zdarza mi się podśpiewywać ...tylko nie rozumiem dlaczego gdy ja jestem taka radosna, co niektórzy zasłaniają uszy....
  •  ( 2 )Jestem uporządkowaną bałaganiarą.. w moim chaosie jest metoda...do chwili gdy ktoś mi go nie zaburzy ....lub wymknie się  z pod kontroli. Wtedy zakasuję rękawy...i wszystko wraca na swoje miejsce...na jakiś czas...dość krótki - przyznaję . Ogólnie bardzo lubię porządek .... każda rzecz  w domu ma swoje miejsce ...naprawdę nie wiem jak to się dzieje że je niepostrzeżenie zmienia, przecież wciąż ulepszam pod względem praktycznym, wprowadzam organizery przestrzeni w szafach, na biurku, regałach itp. Moje rzeczy lubią się przemieszczać i tyle, czasem nawet bawię się z nimi w chowanego - są w tym dobre ale ja też. Jak to mawia Marido, jestem mistrzynią  w odnajdywaniu rzeczy zaginionych...we mnie ostatnia nadzieja, jak ja ich nie znajdę - to znaczy że przeszły do innego wymiaru  :)
  •  ( 3 ) Taki paradoks - uwielbiałam szkołę i poznawanie nowych rzeczy  - ale w tym wszystkim nie znosiłam oceniania, klasyfikacji,  szablonowego narzucania bez możliwości wymiany myśli , tych wszystkich niepotrzebnych regułek i ciasnych umysłów. I tak już mi zostało. W rezultacie - szkoła stała się dla mnie miejscem nieprzyjaznym.   Smucą mnie stracone  możliwości  , niewykorzystany potencjał . Moim marzeniem jest przemiana w całym w szkolnictwie - wzorem szkół takich jak  Waldorfska, Montessori  czy Summerhill 
  •  ( 4 ) Odkąd pamiętam unikam konfliktów, sporów, kłótni i innych takich podobnych spraw ,  stałam się przez to wbrew wszelkiemu rozsądkowi samozwańczym rozjemcą   . Takie łagodzenie bowiem nie zawsze dobrze się kończy dla mediatora tkwiącego w samym oku kapryśnego i nieprzewidywalnego cyklonu . 
  •  ( 5 ) Do tej pory nie udało mi się opanować sztuki pakowania .Przed każdym wyjazdem mam z tym problem  w dodatku pakuję się przeważnie na ostatnią chwilę ,choć obiecuję sobie zrobić to wcześniej  . Mam dylematy co sie przyda...ja po prostu uważam że przyda się ...dużo rzeczy - które ku mojemu zaskoczeniu nie chcą wejść do walizy. W końcu udaje mi się je jakimś cudem upchć a na miejscu okazuje się że  i tak z nich nie korzystam a na dodatek tej naprawdę potrzebnej rzeczy i tak nie ma.   I tak za każdym razem...przyznam że jak mam się pakować to od razu odechciewa mi się podróży .
  • ( 6 ) Wolę kameralne sklepiki od dużych marketów i tych drażniących dźwięków  serwowanych klientom z głośników. Wyprowadza mnie z równowagi  i to o zgrozo - najczęściej w lokalach, gdzie powinien panować przytulny klimat - byle jaka głośna muzyka bez składu i ładu , najczęściej serwowana z programów telewizyjnych. 
  • o juz za połową ....superek...mam nadzieję  ze was nie nużę .... no to lecę dalej...( 7 ) Raz w życiu byłam w cyrku i ponownie by mnie wołami tam nie zaciągnęli. Klauny wystraszyły mnie tak bardzo że od tego czasu nie mogę na nich patrzeć i irytuje mnie wszystko co z cyrkiem związane  . Chyba podobne uczucia miał scenarzysta horroru z klaunem w roli głównej , ze wpadł na taki pomysł - rozumiem go doskonale - filmu oczywiście nie oglądałam . Brrr....przeszywa mnie dreszcz przerażenia na sam ich widok .
  • ( 8) Uwielbiam fantastykę naukową i kosmos ... od dziecka zaczytywałam się w książkach o tej tematyce , myślę że stało się tak za sprawą tego komiksu .  Choć  takie obrazkowe historie mnie jakoś nigdy nie pociągały i zdecydowanie wolałam tradycyjne książki , tą byłam po prostu zachwycona. Fantastyka naukowa wciągnęła mnie na całego i połknęła w całości...
  • ( 9 ) Od dwóch lat nie jem mięsa ...można rzec ze jestem tak jakby wegetarianką :) Tak jakby , bo czasem skuszę się na rybkę …eksperymentuję też z kuchnią pięciu przemian i jej pięcioma żywiołami :)
  • ( 10 ) Od dwóch lat także piję kawę...tak, tak dopiero od dwóch ale pod pewnym warunkiem... musi to być kawa wg pięciu przemian – gotowana z przyprawami , obowiązkowo z miodem , czasem z dodatkiem mleczka kokosowego – innej nie tykam .Wystarczy raz dziennie rano lub tylko w weekend ,koniecznie bez pospiechu  .  Sam rytuał ( jak ja to nazywam ) jej przyrządzania i powolne delektowanie się  wprowadza w piękny nastrój . Wcześniej nie piłam kawy – wręcz jej nie znosiłam i mnie odrzucała, a tu proszę połączenie żywiołów ognia, ziemi, metalu, wody i drzewa utworzyło smakowy cud.

    Nooo , dziękuję wam bardzo za uwagę , dobrnęłam do końca - mam nadzieję że wszyscy są jeszcze przytomni - zaśmiała się  " Z głową w chmurach " lekko zaniepokojona , bo jakoś tak cicho się zrobiło przy tym wielkim ognisku i tylko trzask palących się gałązek słychać było  .
    Zgromadzeni potwierdzili głośnym  : ŁOO, ŁOOO, ŁOOO  i odetchnęła  z ulgą , Indianie tak już mieli że jak słuchali - to słuchali i miało być cicho ....a teraz jak już wysłuchali to  kombinowali jak odegrają te sceny co usłyszeli i odśpiewają po swojemu opowieść .
    tym sposobem przeszli płynnie  do bardziej rozrywkowej części spotkania . 
    Tańczyli   , śpiewali  i wspaniale się wszyscy bawili aż do bladego świtu . 
    A wtedy Dalia  tanecznym krokiem udała się na spoczynek  , w dłoniach trzymała okrągły przedmiot z piórkami zwany łapaczem snów który otrzymała od szamana. A przykładając głowę do poduszki pomyślała  - jawa to była czy sen jakowyś ?  

    Na tym etapie szanowny czytelniku ( jeżeli dotrwałeś do końca ) tą opowieść zakończymy
    10 faktów zatoczyło koło i ułożyło się do snu  .





     


     

niedziela, 30 kwietnia 2017

I mamy majówkę ;)))

Udanej majówki ...
przede wszystkim pozytywnej aury wokół  ,bez względu na stan pogody !


Zróbmy coś dla siebie...tak po prostu...

przyszła dziś do mnie  - kąpiel w ziołach :)

może pachnąca lawendowa ? 
pozostał mi jeszcze ostatni woreczek  fioletowego suszu...
w sam raz

Bo przecież lawenda  ma magiczne właściwości ,
odczaruje każdą pogodę ...
czyści drogi oddechowe, wyciągnie z chandry ,
depresji, uspokoi jelita, przyniesie  lekkość w całym organizmie...

A potem uraczyć kubki smakowe  aromatyczną herbatką z tej cudownej rośliny
albo moją ukochaną z imbirem, goździkami , cytrynką i  miodziem ...

Taaak takie drobne ( czyli wielkie )   rzeczy działają cuda.
 ummm...ten zapach ...ten smak działa na zmysły .
Do tego muzyka duszy ...świece...
 NO...i  jest plan :)






wtorek, 25 kwietnia 2017

Stan ducha...

 
 Spokojna jestem w ciszy. - Nie chcę myśleć więcej

- co mną jest gdzieś odeszło w jakimś tajnym celu -

Patrzę w ogród zamkowy na róż sto tysięcy

marząc o przetowłosym mych wdzięków minstrelu.



Staję cicho wśród bytu. - Próżnię mam za czołem

w woni ziela usypia się krwi mojej tętno...

Bezczucie w szarej płachcie za królewskim stołem

siadło - i będę dzisiaj nieżywą i piękną. -



Lecz znam czary i wróci wśród serca uderzeń

dusza moja namiętna jako skrzypek blady -

królowa burz wiosennych i bolesnych wierzeń

Niechaj mi zajrzy w oczy książę mej ballady...





Maria Pawlikowska - Jasnorzewska

1921